12 kwietnia 2010
10 marca 2010
Co poprawia nastrój Domowej Kurze
Nastrój potrafi mi poprawić wiele rzeczy.. Dzisiaj są to skończone dzieła wielkanocne, zeszłoroczny baranek wyciągnięty z pudła, które wytaszczyłam dzisiaj z kotłowni i przejrzałam zawartość.
Ale najbardziej cieszy mnie kubeczek. Zakupiłam wczoraj dwa kubki. Jeden to spóźniony prezent ode mnie dla mnie na Dzień Kobiet, o czym pisałam już w poprzednim poście, a drugi to prezent dla męża, z okazji... hm.. niech będzie bez okazji:). Żeby nie było, kupiłam sobie też rajstopy, jak tradycja nakazuje. Tulipany dostałam, więc ten kubełek może być aktem wdzięczności za tyle pięknych kwiatów. Nie był to jeden biedny tulipan zakutany we wstążeczkę w serduszka, ale cały pęk czerwonych kwiatków ze stulonymi główkami. Myślę więc, że mały prezent bez okazji jak najbardziej się Panu Darczyńcy należy;).
Ostatnio w ramach wiosennego odtruwania pijemy z Januszem zieloną herbatę. Ta z wczorajszego zakupu okazała się strzałem w 10! Z dodatkiem cynamonu, kardamonu, świetnie rozgrzewa i jest baardzo aromatyczna. Kubki są boskie, posiadają bowiem zaparzacz, takie sitko, które doskonale się sprawdza i jest bardzo wygodne. Całego efektu dopełnia "czapeczka" pod którą magiczny napar nabiera mocy sprawczej :)
Polecam i już wpadłam na pomysł o którym może jutro..albo pojutrze ;)
Słońce skrzydeł dodaje
Pokazuję Wam dzisiaj kawałek mojego domu. Lustro w przedpokoju przyozdobiłam ostatnio uszytymi sercami. Zabrałam się z zapałem do pracy i oto powstała całkiem niezła ilość wielkanocnych ozdób.
Drugą stronę przedpokoju zdobią tulipany, i pysznią się otwartymi cudnie kielichami. Dzisiaj tak pięknie świeci słońce, a mi tego właśnie potrzeba. Mam ochotę wyjść, jak Elisse z kubkiem kawy na dwór i poopalać buzię zaszyta pod ciepłym kocykiem.. W blogach które namiętnie czytuję i polecam także widać tęsknotę za słońcem i wiosną. Nikogo nie przeraża minusowa temperatura, poranny śnieg za oknem. Podoba mi się to, jest jak cisza przed burzą. Kiedy na termometrze pojawi się +12, wybuchnie prawdziwa rewolucja, zobaczycie :)).
Dzisiaj chciałam pokazać więcej zdjęć, ale nie wiem co się dzieje, kiedy chcę opublikować zdjęcia z programu picassa to nie mogę przesłać więcej niż 4. Może mi dziewczyny poradzicie, jeśli któraś wie, co się z tym programem dzieje. Ponadto nie mogę pisać jak człowiek, bo kiedy wcisnę, nie pamiętam, chyba literkę "ż" to cały tekst który napisałam znika mi bezpowrotnie. Muszę więc najpierw publikować posta z samymi zdjęciami a potem dopiero edytować i wstawiać tekst. Trochę mi się to nie podoba. Za chwilę zamieszczę mięc następne foteczki, bo chciałabym Wam jeszcze pokazać miłe stadko gąsek, i kubek który kupiłam sobie na Dzień Kobiet wraz z przepyszną herbatą rozgrzewającą z imbirem i kardamonem. Pychota, mówię wam:)
Zabieram się więc do dalszej publikacji i zmykam szyć króliczki dla dziewczynek na Zajączka. Ślę Wam gorące jak słońce wiosenne całusy !!!
04 marca 2010
Wiosna się zbliża
Wiosna się zbliża, i Święta..
Powstają u mnie nowe twory Wielkanocne i nie tylko. Po ostatnim nicnierobieniu teraz muszę się sprężać. Zwykle tak jest, że dopiero przed samymi Świętami każdemu się przypomina, że trzeba ozdobić dom, a może jakieś prezenty by się przydały... robię więc i na zamówienia, i na zapas żeby było coś na te ostatnie, "spóźnialskie" prośby.
Dzisiaj mam do dokończenia 12 gęsi, króliczki mają już nowych właścicieli, a właściwie właścicielki.
Do zrobienia mam kolejne, które będę pokazywała. Powstały też inne ozdoby, ale były to pierwsze próby, pokażę Wam więc te kolejne, które będą wyglądały lepiej. Zawsze jak coś mam do zrobienia, muszę najpierw kilka razy przećwiczyć, żeby złapać proporcje. pierwsza gąska na przykład była za mała, nie mogłam jej przewrócić na drugą stronę, podobnie rzecz się ma z serduszkami, którymi może pochwalę się jutro.. a teraz zmykam "różować" gąskom policzki, bo przecież bez makijażu to się nikomu nie pokażą. Mam nadzieję, że jutro jakieś światło logiczne będzie, w przeciwnym wypadku pokażę skończone dzieło jak zaświeci słonko. Nie lubię robić zdjęć przy sztucznym świetle.. Gdybym miała statyw coś by się wymyśliło, ale jak się nie ma trzeba czekać na naturalną "lampę" na niebieskim niebie :)

26 lutego 2010
Białe lilie
To aktualnie moje ulubione kwiaty. Piszę aktualnie, ponieważ to się zmienia. Kiedyś lubiłam róże, kiedy indziej anemony, miałam okres na frezje..
Niezmiennie lubię bez i konwalie, nie cierpię żonkili i storczyków ciętych.
Lilie lubię najbardziej w pąkach. Wczoraj, kiedy dostałam je od męża, były dokładnie takie: wszystkie w pączuchach - dzisiaj pysznią się białymi kwiatami.
Tak lubię kwiatki bez okazji, bo okazji nie było, może trochę to staroświeckie, ale tak właśnie mam.. Kocham to i już :)
22 lutego 2010
Kacperkowy Króliczek
Jasiu ma już swojego króliczka, teraz przyszła kolej na Kacperka - powstał więc taki trochę "niedorosły", ale za to bardziej dopracowany Kacperkowy przytulak. Jest bardziej miękki niż poprzednie i przez to idealny do spania i tulenia. I proporcje MA! Jasiu już zamówił następnego, bo ten poprzedni, jeansowy:-"jakieś takie nogi ma jakby chore, mama, co? "-
Mama rację przyznaje, bo to było pierwsze modełko i trochę przychude te nóżki wyszły. Ale ten za to jest jak należy. Moje dzieci zauważyły jeszcze, że brakuje im ogonków. Tak więc trzeba jeszcze i to naprawić i wtedy już będzie caaałkiem w porządku:)
Moje hiacynty załapały się jeszcze przed całkowitym przekwitnięciem na sesję, a w sypialni "dojrzewają" następne - białe dla odmiany.
Dzisiaj, zainspirowana kwiatkami u Kasandry, postanowiłam także skorzystać z "przepisu" Looki i mam w planach szycie. Idę szperać w poszukiwaniu materiałów.. wiosennych rzecz jasna! Słońca Wam życzę i sobie, niech przegania te resztki zimy - a sioo!!
21 lutego 2010
Wracam
Tak to czasem bywa, że przeróżne okoliczności wpływają na nasze codzienne życie. Ostatni czas nie jest dla mnie i mojej rodziny zbyt łaskawy. Choroba bliskiej osoby to choroba wszystkich, którzy ją kochają.. trwoga, niepewność i smutek to jedne z najczęściej towarzyszących nam wtedy uczuć. Każdy dzwonek telefonu powoduje szalone bicie serca.
Wprowadziłam trochę wiosny do domu.. są i hiacynty, i tulipany, i nowy wystrój sypialni.. i desery prawdziwie wiosenne, ale nie mam siły fotografować ani pisać.
Podziwiam i czytam Was, kochane moje blogowe Wiosenki. Jak miło, że u Was tak optymistycznie w sercach :) Mimo, że zniknęłam na jakiś czas, zaglądałam do Was wieczorami. Jestem pod wrażeniem sukcesu Asi (mówię tu o artykule w mojej ulubionej Werandzie Country), jej przecudnych wytworów - kurek, kogutów, nawet w różowych majtach. Zaglądam z przyjemnością do Ani Koniecznej, do Monisi od króliczków i do Doris. Wpadam do Magodowych kózek i Buby, śledzę niecierpliwie postępy w budowie bojkowskiej chaty, zachwycam się gęsimi jajami Penelopy, przechadzam się po jagodowym zagajniku... ach... wszędzie wiosna. I w Zakamarku Dziecię się narodziło.. Wszystkie jesteście wspaniałe i dziękuję Wam za tą odrobinę radości jaką swoimi postami wnosicie w moje ostatnie szarości.
Postaram się też trochę tej wiosny wpleść do mojego bloga. Na razie zdjęcie zimowe, odzwierciedlające stan mojego ducha, aczkolwiek uważam, że piękne.. Także, tak jak wiele z Was ,oczekuję z niecierpliwością pierwszych oznak zbliżającej się wiosny i tęsknię do porannej kawy na tarasie..
Postaram się też trochę tej wiosny wpleść do mojego bloga. Na razie zdjęcie zimowe, odzwierciedlające stan mojego ducha, aczkolwiek uważam, że piękne.. Także, tak jak wiele z Was ,oczekuję z niecierpliwością pierwszych oznak zbliżającej się wiosny i tęsknię do porannej kawy na tarasie..
16 grudnia 2009
Lampion umyłam i taki jaki ukazał sie mym oczom chyba zostawię. Żal mi go bielić. Jest uroczy mimo pękniętej jednej szybki. Trochę tylko z nim problem bo nagrzewa się "sufit" kiedy pali się świeczka.. boję się długo zostawiać zapalony. może lepszy byłby zwykły podgrzewacz?
Idę juz spać, więc dobrej nocy.
Czas biegnie, a ja w miejscu.
Nie wiem co się ostatnio ze mną dzieje... Mam wrażenie, że z niczym nie nadążam. Miałam tyle planów na minione dni i tylko niektóre z nich udało mi się zrealizować. Mój dom nadal nieudekorowany, tylko lampki wiszą nad oknami które są czyste i ubrane w pachnące, poprasowane zasłony i gdzieniegdzie firanki. Gdzieniegdzie, bo ja raczej firanek nie lubię - zasłaniają mi świat..
Póki co pochwalę się kilkoma wytworami z ostatnich dni oraz znaleziskiem, którego dokonał Pan Grześ na strychu w Starym Domu. To jedno z trzech znalezisk.. dzisiaj pokażę jedno, a resztę zostawię sobie na później :)
Oto ono - ciekawe czy wiecie co to jest?
Specjalnie nie czyściłam, żeby było "efektowniej". Zamierzam to cudo trochę pobielić.
A to parę moich prac:
Te, można powiedzieć, są juz skończone, a na finalne lakierowanie, koronki, tasiemki i zawieszki
czekają następne:
Cały regał "surowca" czeka spokojnie na swoją kolej ..
A na moim stole w pracowni, jak zwykle panuje ład i porządek, żebym przypadkiem czegoś nie zawieruszyła, bo a nuż okaże się potrzebne.. ;) Jak mnie nie ma, to mnie nie ma, a jak już jestem, to widzicie - dwa posty na raz :)
Pozdrawiam Was serdecznie i życzę miłego oczekiwania,
wydajnej pracy i radości w sercach.
15 grudnia 2009
Warsztaty Gotowania
Więcej informacji znajdziecie TU
JESZCZE INFORMACJA DO DZIEWCZYN KTÓRE UCZESTNICZYŁY W WARSZTATACH: MAM OCZYWIŚCIE WIĘCEJ ZDJĘĆ, JEŚLI KTÓRAŚ BYŁABY ZAINTERESOWANA PROSZĘ O KONTAKT NA MAILA.
04 grudnia 2009
Winowajcy...
Wróciłam. Na początek zamieszczam posta ze zdjęciem winowajców. Oto powód mojej nieobecności na blogu i nieobecności w ogóle.
Szyłam, malowałam, malowałam i szyłam na przemian. Może nie widać tego na zdjęciu, ale poduszek jest 100. Ich wymiary 30/30 i będą wisiały w Karczmie Kujawskiej w Bydgoszczy, dlatego są malowane przede wszystkim we wzory regionalne. Musiałam to skończyć na dziś, a miałam na to niewiele ponad tydzień. Skończyłam i już jestem. Zabieram się za zaległości.
Podziwiam jak w Waszych domach pięknieje, jak widoczne jest oczekiwanie na upragnione Święta. Cudownie się to wszystko ogląda.
W międzyczasie zaliczyłam bardzo interesujące warsztaty gotowania, z których relację wraz ze zdjęciami zamieszczę na blogu w następnych postach. Obiecałam dziewczynom, ze będą mogły się obejrzeć, więc muszę słowa dotrzymać.
Oprócz tego.. candy.. W następnym poście ogłoszę jeszcze przedświąteczne candy, obiecywałam to już dawno.. a 1000 odwiedziny mojego bloga były już.. jakiś czas temu. Mam coraz więcej odwiedzających i chcialabym podziękować za zainteresowanie, za miłe komentarze i ciepłe słowa. To tyle na razie.. Niebawem, w bardzo niedalekiej przyszłości, zajrzę tu znowu:)
24 listopada 2009
Sypialnia w Starym Domu
Prosiłyscie mnie o zdjęcia sypialni ze Starego Domu. Spełniam prośby i pokazuję jeszcze nie do końca zrealizowane dzieło... brakuje detali ale już jest bosko.. można spać :). Przedmioty ze zdjęć opisywałam w poprzednim poście. Zaraz wstawię jeszcze, ale to już chyba w następnym poście, z powodu technicznych problemów. Mam kłopoty ze wstawianiem zdjęć "podciąganych" w programie Picassa... muszę nad tym popracować.

22 listopada 2009
Przygotowania czas zacząć..
Wstyd mi, oj wstyd ... Dzisiaj usiadłam do mojego ulubionego zajęcia ... czyli zaglądania do Was. - moich blogowych koleżanek i zobaczyłam ... ilość wpisów przekraczających moje najśmielsze oczekiwania. Każda chwali się przygotowaniami do Świąt, wytworami swojej wyobraźni. Podziwiałam hafty, ozdoby, klimaty, sztućce i nawet kozy :) - u Magody. Janusz powiedział, że ona ma rację, bo kozioł śmierdzi przeokropnie. Sam miał okazję się o tym przekonać, kiedy na któreś urodziny (kiedy jeszcze się nie znaliśmy) koledzy podarowali mu takowego na imieniny. Zamieszkał w szopie i ponoć capił tak, że szczególnie wrażliwi nie czuli się dobrze wchodząc do jego "schowanka". Ciekawe, co to za koledzy byli i jakie pobudki nimi kierowały. Lepiej nie wnikać;)
Jesteście wielkie ... takie cuda tworzycie, że miło popatrzeć :)
Ja ostatnio także wypiekłam trochę różności masosolnych. Są aniołki, do tworzenia których inspirację czerpałam z Szuflady Duszy, są ciacha masosolne udające pierniki z lukrem ... chyba dobrze udają bo posmakował je mój Synio maleńki (stwierdził, że "te ostatnie" były lepsze, bo te jakieś takie ... chyba za słone) - I miał rację, bo moje proporcje masosolne są bardzo słone (2:1 sól: mąka). Pierniki najpierw podsuszałam w piecu po pieczeniu chleba 3 razy, potem dopiekłam razem z tartą śliwkową w 185 stopniach. To dało im piernikowy, brązowy, podpalany kolor i nie musiałam używać farby. Zawsze korzystam z czasu, gdy coś piekę, ze względu na krakowską, zapożyczoną od Agatki, mojej serdecznej znajomej, oszczędną duszę ;)
Oto moje wytwory, bo dzisiaj tylko to zdjęcie pokażę. Chciałam wstawić też coś, co przygotowałam na candy, ale muszę poczekać na światło dzienne, bo zrobiłam fotkę teraz razem z ciachami ale się nie nadaje.
To są moje wytwory.
Oprócz tego ostatnio nie próżnowałam ... niektóre z Was wiedzą, że od jakiegoś czasu zajmuję się wykańczaniem Starego Domu który w pierwszym zamyśle przeznaczony był do rozbiórki, czyli prościej mówiąc, do wyburzenia.
Po uratowaniu wielu drzew w ogrodzie, które mój M przeznaczył na straty, czyli do wycięcia, zajęłam się ratowaniem Starego Domu. Jeśli któraś jest ciekawa, co to za drzewa uratowałam, powiem :
1. Czarny bez (wieeelki, dojrzały owocujący dziko, namiętnie - teraz spożywamy syropy oraz sok z bzu czarnego (Rybkaa, zrobisz herbatki bzowej ... ? :)
2. Dwa wiśniowe drzewka udające bonsai -same udają bo nikt ich nie formował, ale teraz zacznę bo się rozrosły ... (Rybkaaa ... a może by tak tej Twojej naleweczki wiśniowej byśmy się napili ... ?? ;)
3. i inne iglaki bez funkcji praktycznej ale po prostu duże, oprócz tego jeden kasztan, i parę innych ...
Wracając do Starego Domu, właśnie dziś (to tłumaczy moją chwilową nieobecność na blogu) zakończyłam pracę nad pierwszym pokojem, który okazał się być sypialnią. Ponieważ założyłam, że wkład finansowy będzie minimalny, wszystko, co możliwe, zrobiłam sama:
1.Lampa (szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia "przed" i "po") - stara, okropna, kremowa, z naciekami farby olejnej ... pomalowałam na biało i ozdobiłam decoupage'owo;
2. Nadal w robocie jest lampa stojąca na stolik nocny, abażur z odzysku pomalowany i ozdobiony j/w;
3. okropna ... wstrętna, czarno-biała szafa : odmalowana, wycieniowana;
4. Drzwi odmalowane także (jak szafa) , i krzesło i stolik nocny;
, 5. Zasłony zakupione za 10 zł (dwie) z których powstały zasłony oraz poduszki (dzisiaj), kupione w PeWEKSIE rzecz jasna;
6. Łóżka kupione za 100 zł za DWIE SZTUKI z materacami, ekstra!! - tylko musiałam je spod Warszawy przytaszczyć i przy okazji zakupiłam również za 100 sł starą, wielką, piękną szafę (jeszcze nie zrobiona na bóstwo - ma odcięte nogi i czeka na nowe;
7. No i jakieś dwie narzuty, bluzki haftowane z Ukrainy moje i M, których nie nosimy, wiszą na ścianach ... jakaś bluzeczka z haftami moja za mała (przecież skurczyła się w praniu. .. ;), kosz wiklinowy z bogactwem szmateksowych materiałów stojący na szafie, lampion na świeczkę na stoliku nocnym - to wszystko pokażę przy sprzyjających światłach i nastroju.
Zrobiłam powyższe własnymi łapkami.
Okno zostało odmalowane przez Bożenkę i Grzesia, którzy są Święci, doprawdy.
AAAAAA ... I jeszcze co!! W sypialni stoi cudowny, boski ... piec kaflowy w najcudowniejszym, najbłękitszym kolorze błękitu, jaki znam ... taki kolor cumulusów przed burzą ... Co najważniejsze to to, że on działa!! Grzeje bosko i nie trzyma ciepła jak ten w pokoju dziennym ale jak się w nim napali o 20.00 to do rana wystarczy ;)
To chyba najdłuższy post jaki napisałam, więc żeby nie rozpieszczać Was i przywyczajać, zakończę.
Mogłam spożytkować wenę do opowiadania dla Koła Gospodyń Wiejskich , ale mam nadzieję, że i na to wena przyjdzie,
DOBRANOC
14 listopada 2009
KRÓLIKOWA EPIDEMIA
Taaak.. Nie poprzestałam na jednym króliku.. Pierwszy w kolejce był mój Jasio, dla którego powstał cienkonogi Joe w jeansowym ubranku. Druga w kolejce była Kasia, Dama wcale nie już taka małoletnia, bo 19 jej stuknęło.. Nie wstydziła się z Króliczką wsiąść do tramwaju!!! Jak dla mnie - bomba :)
W kolejce stoją nadal a ja już nie mam ociepliny do wypełniania:)
Muszę wpaść do Moniczki i zapytać czym można jeszcze tildy wypełniać.. może są jakieś inne sposoby - szybsze. Przychodzą mi do głowy takie kulki styropianowe ale nie wiem czy to się nadaje.
Póki co choróbsko nas dopadło, dzieci mają po 40stopni już 4 dzień..
Niezbyt to optymistyczne, zwłaszcza, że jak do tej pory ja czułam się ok ale widzę, że i mnie coś dopada..
Wielkimi krokami zbliża się 1000 wejście na moją stronę, a na tą okazję candy obiecałam...
Już zabieram się do myślenia co też tam przygotuję..
Zmykam pod ciepły kocyk.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
